Sprzedawanie towaru

Czasami odzew na proponowane przeze mnie towary był tak duży, że miałam wszystkiego po kokardę. Kiedyś udało mi się sprzedać sukienkę z obniżaną talią – uszytą z cienkiej ba- wełny w kolorze kości słoniowej i haftowaną srebrnymi i białymi koralikami – podobną do tych, w których pojawiają się siostry Olsen na czerwonym dywanie. Miesiącami po jej sprzedaniu dostawałam mnóstwo ckliwych opowieści od przyszłych panien młodych, błagających, żebym znalazła im identyczny strój. Były przekonane, że je zwodzę, nie miały pojęcia, że nie prowadzę magazynu z ciuchami vintage, że jestem tylko dziewczyną, która cierpliwie przegląda wieszaki w sklepie z używaną odzieżą.

Do każdego sprzedawanego towaru podchodziłam niezwykle poważnie, starając się zapewnić klientkom wspaniałe przeżycie. Pewien kostium Chanel, który przygotowałam do wystawienia na aukcję, oddałam do pralni, gdzie zgubili jeden guzik. Miałam nadzieję, że zarobię na tym kostiumie z tysiąc dolarów, toteż, jak można sobie wyobrazić, szukając go, zajrzałam pod każdą pralkę i do każdego kąta. Nic z tego. Zadzwoniłam więc do butiku w Beverly Hills, a tam poradzili mi, żebym wysłała taki guzik na wzór do Nowego Jorku, gdzie dopasują resztę w archiwum z dawnymi modelami Chanel. Musiałam więc odciąć od żakietu kolejny guzik. Coś strasznego! Kiedy to zrobiłam i przesłałam im, okazało się, że żakiet jest z 1988 roku. Szybko znaleźli właściwy guzik i odesłali mi obydwa. Poprosiłam zawodową krawcową, żeby je przyszyła. A chociaż klientka musiała czekać na żakiet dodatkowo tydzień, była bardzo podekscytowana, kiedy go wreszcie dostała. Odetchnęłam z ulgą i zapewne uczciłam to latte w Starbuksie.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>