O anarchizmie

Jako nastolatka byłam strasznie zagubiona. Chociaż wiedziałam, kim jestem, i nie szłam na żadne kompromisy, nie miałam zielonego pojęcia, czego pragnę. Chciałam spróbować wszystkiego, ale moje ustawiczne pragnienie jednoczesnego odrzucania wszystkiego przyczyniło się do powstania niezłego paradoksu. Innym sposobem na określenie takiego nastawienia jest „niedojrzałość”.

Kiedy jeszcze mieszkałam z rodzicami, każdego roku jechałam z Sacramento do San Francisco na targi książki anarchistycznej. Jak można się domyślać, słuchałam wtedy stale gniewnej muzyki. Kiedy miałam piętnaście lat, odkryłam album The Shape of Punk to Come grupy Refused, a potem Guya Debora i The Situations. Z zaangażowaniem poznawałam idee Emmy Goldman i uczęszczałam razem z przyjaciółmi na spotkania grupy marksistowskiej, gdzie tylko my mieliśmy poniżej czterdziestki. Jak już wcześniej nadmieniłam, jako nastolatka uważałam, że życie jest do dupy, a moje życie – „uciemiężone”, skoro chodziłam do szkoły i mieszkałam na przedmieściach – było jeszcze bardziej do dupy. Idee anarchistyczne po prostu trafiały do mnie. Wierzyłam, że kapitalizm jest źródłem chciwości, nierówności i zniszczenia naświecie. Uważałam, że wielkie firmy rządzą światem (teraz wiem, że tak jest) i popierając je, akceptowałam ich machinacje (to prawda, ale przecież dziewczyna musi mieć kasę na benzynę).

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>