Gówniane prace ocaliły mi życie

Mam wrażenie, że pobiłam wszelkie rekordy co do liczby gównianych prac, jakimi się zajmowałam przed ukończeniem osiemnastki. A już z pewnością dostałabym główną nagrodę w kategorii Najbardziej Gówniane Prace, które Trwały Dwa Tygodnie lub Krócej. Jako dziewczynka imałam się typowych zajęć: sprzedawałam lemoniadę, roznosiłam gazety, byłam babysitterką, a nawet dziecięcą modelką, ale ten epizod trwał dość krótko. Okazało się bowiem, że podczas castingu w Little Caesars nie zdołałam wykrzesać z siebie entuzjazmu, kiedy kazano mi podskakiwać i wykrzykiwać: „Pizza! Pizza!”. Z kolei za czasów szkoły średniej zajęcia, które podejmowałam, przypominały nieco błyskawiczne randki. Całkiem możliwe, że żadna z tych gównianych prac tak naprawdę nie uratowała mi życia, uważam jednak, że różnorodność tych krótkotrwałych porażek lub, jak wolę to nazywać, nie- powściągliwość w wyborze pracy, pozwoliła mi gromadzić doświadczenia na przyszłość. Jeśli ktoś cierpi na niemożność skupienia się na czymś dłużej, szybko się orientuje, co mu się podoba, a co nie. Zwykle muszę rzucić trochę mięsem, zanim zrozumiem, co jest dla mnie najlepsze. Na nieszczęście pracodawców, którzy mnie wtedy zatrudniali, bardzo mi się to opłaciło.

Zanim zaczął się cały ciąg gównianych prac, zaliczyłam w ciągu dwunastu lat dziesięć szkół. Dlatego że przenosiliśmy się z miejsca na miejsce: dlatego że zmieniała się nasza sytuacja finansowa: dlatego że ich nie lubiłam. Zanim dotarłam do trzeciej klasy, rodzice nie mieli już pojęcia, co ze mną zrobić – najczęściej miałam kłopoty, ponieważ nie zachowywałam się odpowiednio na lekcji i na przykład czytałam w tylnej ławce słownik. Cudem zostałam umieszczona w trzeciej klasie o przyspieszonym programie, co okazało się jakimś żartem – przez cały dzień czytaliśmy na podłodze gazety, a nasza nauczycielka „nie wierzyła w matmę”. Najwyraźniej to również się nie sprawdziło, więc posłano mnie do szkoły katolickiej. I jak to się skończyło? Kiepsko, tak jak poprzednio!

Bez względu na to, gdzie się znalazłam, wszędzie byłam obca (a poza tym miałam specyficzne poczucie humoru, uwielbiałam dowcipy fizjologiczne, co nie przysparzało mi zbyt wielu przyjaciół). Kumplowałam się nie tylko z fajnymi dzieciakami, lecz także z różnymi dziwolągami. Wychowana w duchu przymusowej turystyki, szybko wykształciłam w sobie umiejętność przetrwania, co później przydawało mi się, kiedy wciąż zmieniałam pracę. Na szczęście, gdy zaczynałam zarabiać, mając piętnaście lat, gospodarka stała na dobrym poziomie, toteż równie łatwo znajdowałam zajęcie, jak i z niego rezygnowałam. Nigdy nie byłam rozczarowana, kiedy jakaś praca nie wypaliła, przecież przez całe życie czułam się wszędzie nie na miejscu i pożegnałam się już z nadzieją, że jakaś rzecz, miejsce, osoba lub zajęcie staną się moim przeznaczeniem.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>