Monthly Archives Sierpień 2017

Uzbrojony do błogosławieństwa

Wkrótce potem zapisałam się na warsztaty fotograficzne w San Francisco City College, gdzie uczyłam się wywoływać negatywy i naświetlać filmy. Nasz końcowy projekt to miała być seria zdjęć na dowolny temat, postanowiłam więc, że zrobię fotografie w rosyjskim kościele prawosławnym, znajdującym się na tej samej ulicy, gdzie mieszkałam. Niewielki budynek z zewnątrz w ogóle nie przypominał świątyni. Był to taki architektoniczny samotnik. W niedzielnym nabożeństwie uczestniczyły najwyżej cztery osoby.

Tytuł aukcji na eBayu to bardziej nauka niż sztuka

Po skończeniu sesji zamieniałam się w automat i przez cały dzień obrabiałam zdjęcia. Za pomocą Photoshopa bezpardonowo wymazywałam pryszcze i kadrowałam fotografie najszybciej, jak potrafiłam. Wypracowałam sobie system pracy zwiększający wydajność, jeśli to tylko było możliwe. Ładowałam pliki na FTP a opisy kolejnych towarów robiłam, używając szab- łonu. Moje palce wprost śmigały, gdy korzystałam z prymitywnego HTML-a niczym dwunastoletni haker. Podając opis produktu, uwzględniłam wszystkie szczegóły. Dołączałam też rady praktyczne, w razie gdyby jakaś stylowa dziewczyna licytowała na przykład wiatrówkę, ale nie miała pojęcia, jak ją nosić na sposób zaginionego w akcji. Podawałam wszystkie wymiary: szerokość ramion, odległość między pachami, obwód talii i bioder, długość. Odnotowywałam każdą skazę i zawsze prawdziwie opisywałam stan ubrania.

Twórcze podejście do wszystkiego

Nieustająco inspirują mnie ludzie, z którymi pracuję, i plemię, jakie tworzymy. Inspiruje mnie kultura młodych. Chcę wiedzieć o nich wszystko – co noszą, kogo będą słuchać, jakich aplikacji używają na komputerze. Dzieciaki są przyszłością. Jeśli chcę się utrzymać w przyszłości, muszę pozostać w grze.

Mam tego dosyć: Saga o purpurowej sukience w stylu lat dwudziestych

Pod koniec mojej działalności na eBayu, na początku 2008 roku, kupiłam sukienkę w stylu lat dwudziestych, która była prawdopodobnie kiedyś kostiumem scenicznym. Strój ten, uszyty z purpurowego poliestru, wystylizowałam na wyjściową kieckę. Poszła za czterysta dolarów, a dziewczyna, która ją kupiła – zresztą również sprzedawczyni vintage na eBayu – założyła ją na wieczór panieński w Las Vegas.

Nie masz co tutaj szukać: klika z eBaya

Na dwa lata rzuciłam kompletnie wszystko. Od chwili kiedy się budziłam aż do pójścia spać eBay stanowił cały mój świat. Każda kategoria ma tam swoje forum. Nie nazwałabym obecnie wszystkich wystawiających coś na eBayu przedsiębiorcami (niektóre kobiety sprzedające vintage handlowały głównie fartuszkami z lat czterdziestych). Kiedy więc pojawiłam się na scenie, ostro licytując poliestrowe kiecki, te purysiki zaczęły na mnie psioczyć. Nie podobało im się, że ubrania z lat osiemdziesiątych nazywam vintage, uparcie twierdziły, że takie określenie nie pasuje do przedmiotów z czasów późniejszych niż lata sześćdziesiąte. Nabijały się też z moich modelek: „Brr! Znów przybiera te buli- miczne pozy!” – to był ulubiony komentarz do każdego zdjęcia, na którym modelka pochylała się z rękami opartymi w talii, niczym na zdjęciach z modą haute couture.

Nie masz co tutaj szukać: klika z eBaya cz. II

Zaprzyjaźniłam się przez internet z kilkoma sprzedawczyniami, choć generalnie było to dość wredne towarzystwo. Doświadczenie na eBayu zahartowało mnie jednak na tyle, że później świetnie dawałam sobie radę w bezwzględnym świecie biznesu. Nie wiadomo skąd pojawiła się Nasty Gal Vintage, wzięła się ostro do roboty i stała się jednym z najlepszych sklepów w swojej kategorii. Sukces odniosłam nie tylko dzięki temu, co sprzedawałam, ale jak to robiłam. Fotografie i stylizacja nie były na poziomie profesjonalnym – zazwyczaj sama robiłam je na podjeździe, ale mimo to wyprzedzałam o kilka długości konkurencję. Zamiast siedzieć cały czas na forach, śledząc, co robią inni sprzedawcy, skupiłam się na tym, by mój sklep stał się wyjątkowy. Dobrze zareagowały na to klientki – wydawały w Nasty Gal Vintage więcej niż w innych sklepach. To oczywiście nie spodobało się wszystkim. Innych sprzedawców wkurzało, że moje ubrania idą za większe pieniądze, więc forumowicze zgodnie doszli do wniosku, że podbijam na aukcjach ceny. Nie dałam się wyprowadzić z równowagi. Nasty Gal Vintage rozwijała się w ekspresowym tempie, a ja urabiałam się po łokcie, żeby je utrzymać, toteż nie miałam zamiaru tracić cennego czasu, by wdawać się w internetowe rozgrywki. Wkrótce jednak sytuacja stała się zbyt nieprzyjemna, by ją ignorować.

Sprzedawanie towaru

Czasami odzew na proponowane przeze mnie towary był tak duży, że miałam wszystkiego po kokardę. Kiedyś udało mi się sprzedać sukienkę z obniżaną talią – uszytą z cienkiej ba- wełny w kolorze kości słoniowej i haftowaną srebrnymi i białymi koralikami – podobną do tych, w których pojawiają się siostry Olsen na czerwonym dywanie. Miesiącami po jej sprzedaniu dostawałam mnóstwo ckliwych opowieści od przyszłych panien młodych, błagających, żebym znalazła im identyczny strój. Były przekonane, że je zwodzę, nie miały pojęcia, że nie prowadzę magazynu z ciuchami vintage, że jestem tylko dziewczyną, która cierpliwie przegląda wieszaki w sklepie z używaną odzieżą.

Rozwijanie firmy – dalszy opis

Ku zaskoczeniu wszystkich, oprócz mnie, w niecały rok przestaliśmy się mieścić w magazynie w Emeryville. Zdążyłam się już przyzwyczaić do tego, że firma się tak rozwija. Nie żeby mi to cokolwiek ułatwiało, ale zaczynałam wyraźniej widzieć naszą przyszłość. Przestałam słuchać osób z doświadczeniem, nawet Dany, ponieważ żadna z nich nigdy nie widziała tak szybko rozwijającej się firmy. Jesienią 2010 roku znów zaczęłam się rozglądać za większym lokalem. Męczyły mnie comiesięczne, a czasami nawet cotygodniowe wyprawy do Los Angeles, gdzie padałam tak często na kanapę u mojej przyjaciółki Kate, że wkrótce zaczęłam się denerwować, czy nie ma mnie już dosyć. Większość showroomów mieściła się właśnie tam, stamtąd też braliśmy nasze modelki, które potem zawoziliśmy do siebie na sesje zdjęciowe, tam również mieszkali projektanci. Wiedziałam też, że będę chciała pro- jektować i produkować nasze markowe produkty, a Bay Area było miejscem, gdzie brakowało odpowiednich dla nas talentów. W naszym sąsiedztwie były tak konserwatywne marki jak Gap, Macys czy Banana Republic, gdzie raczej nie znaleźlibyśmy pracowników, którzy by nam odpowiadali. Z tych wszystkich powodów podjęłam decyzję na wysokim szczeblu, by przenieść siedzibę firmy do Los Angeles.

Pieniądze lepiej wyglądają w banku niż na nogach

Nigdy nie chciałam być bogata. O tym, że moja firma jest coś warta, dowiedziałam się dopiero wtedy, kiedy do moich drzwi zaczęli dobijać się inwestorzy. „Twoja firma warta jest setki milionów dolarów, a ty jesteś właścicielką większości udziałów, dlatego teraz ty również jesteś wiele warta”. Szokuje, w jakim tempie się to dokonało. Nasty Cal początkowo przynosiła 150 000 dolarów rocznie, potem 150 000 dziennie, a obecnie 150 000 dolarów zarabiamy każdego dnia w trakcie lunchu. Myślę, że jednym z powodów sukcesu firmy było to, że nigdy nie stawiałam sobie celów finansowych. Wierzyłam w to, co robię, i na szczęście inni też w to wierzyli. Dbałam nie tylko o samo funkcjonowanie firmy, lecz także o efekty. Każda decyzja była ważna. Dbałam o każdy szczegół, i to niezależnie od tego, czy to był wybór słowa w opisie produktu, czy też odpowiedni wyraz twarzy modelki. Działo się tak dlatego, że, jak już wcześniej wspominałam, zwracam uwagę nawet na taki drobiazg jak przekrzywiona nalepka wysyłkowa. Z perspektywy czasu widzę, że takie małe sprawy mogą wzmocnić lub złamać każdą firmę.

Pieniądz rządzi wszystkim

Pieniądze są gwarancją, że będziemy mieli to, czego zapragniemy w przyszłości. W tej chwili możemy niczego nie potrzebować, ale dzięki nim będziemy mogli zaspokoić swoje pragnienia, kiedy tylko się pojawią.

O anarchizmie

Jako nastolatka byłam strasznie zagubiona. Chociaż wiedziałam, kim jestem, i nie szłam na żadne kompromisy, nie miałam zielonego pojęcia, czego pragnę. Chciałam spróbować wszystkiego, ale moje ustawiczne pragnienie jednoczesnego odrzucania wszystkiego przyczyniło się do powstania niezłego paradoksu. Innym sposobem na określenie takiego nastawienia jest „niedojrzałość”.

Niepowściągliwość w wyborze pracy i niepowodzenia

Problemy wynikające z życia „w ciągłym ruchu” trwały przez całą moją młodość. Kiedy byłam w szkole średniej, za każdym razem słysząc dzwonek, mówiłam sobie, że moje życie skończyło się, zanim się na dobre zaczęło. Kiedy je się lunch w towarzystwie swojego superliberalnego nauczyciela, zamiast wybrać się gdzieś z kumplami, dochodzi się do wniosku, że trzeba coś z tym zrobić. Przekonałam więc rodziców, żeby pozwolili mi odbywać naukę w drugiej klasie w trybie nauczania domowego. Przydzielono mi nauczycielkę, która przychodziła raz w miesiącu, by zadać pracę domową, ale przez większość czasu pracowałam. Niedaleko naszego domu był lokal Subwaya, więc poszłam do nich, złożyłam podanie i stałam się Artystką Kanapkową. Z dumą nosiłam zieloną koszulkę polo i daszek, pracowałam na dziennej zmianie i zmagałam się ze „szczytem w porze obiadowej”, chociaż nawet nie zdawałam sobie sprawy, co to jest ten „szczyt”.