Monthly Archives Wrzesień 2015

Kiedy usłyszysz „Zwalniam cię”

Chociaż zwalniana byłam kilkakrotnie, i to zazwyczaj z pracy, na której zupełnie mi nie zależało, daleko mi było do tego copywritera, który jedynie wzruszył ramionami i wyszedł. Każda utrata pracy była dla mnie dużym przeżyciem. To tak jakby ktoś ze mną zrywał. Nawet jeśli ma się świadomość, że ta robota nie była najlepsza i że na dłuższą metę wyjdzie się na tym świetnie, ale mimo wszystko było to odrzucenie. A odrzucenie boli.

Większość ludzi od razu nie trafia na wymarzoną pracę

Poza tym na tle gównianych prac te świetne wydają się jeszcze ważniejsze. Większość ludzi od razu nie trafia na wymarzoną pracę, co oznacza, że wszyscy musimy od czegoś zacząć. Docenisz swoją wspaniałą karierę, kiedy popatrzysz z dystansu na niezbyt udane prace, które wykonywałaś w przeszłości, i prawdopodobnie zdasz sobie sprawę, że coś z nich wyniosłaś. Dzięki zajęciom, którymi zajmowałam się przed założeniem Nasty Gal, nabrałam dystansu i doświadczenia, co było dla mnie równie ważne, jak wszystko, czego dokonałam. Minęło jednak sporo czasu, zanim to zrozumiałam, ponieważ chciałam zdobywać doświadczenie metodą prób i błędów, jednak bez tych ostatnich. Szukałam czegoś, co pozwoli mi się nie przepracowywać i jednocześnie piąć się w górę, a to, moja droga, jest niemożliwe (no chyba, że jest się Paris Hilton, ale ona akurat nie pnie się w górę, przynajmniej w sprawach mody).

Walka z nudą cz. II

Jeśli nie należysz do osób, których motorem działania jest niechęć, właściwie jest niemożliwe byś osiągnęła sukces, robiąc coś, czego nienawidzisz. Ja osobiście jestem straszna w sprawach public relations. Nigdy nie nauczyłam się posługiwać sztuczkami PR- owskimi, według których trzeba na żądanie zachowywać się naturalnie i mówić to, co trzeba i kiedy trzeba. Dobry spec od reklamy potrafi sprzedawać, pozostając jednocześnie szczerą osobą i budując relacje z ludźmi. Kaitlyn, guru od PR w Nasty Cal, uwielbia swój zawód i jest w nim świetna. Jako totalna ekstrawertyczka kocha ludzi, więc stara się być w stałym kontakcie ze wszystkimi przez cały czas. Bywa, że nabijam się z finansowej strony prowadzenia biznesu, nazywając ją „nudziarstwem”, ale tylko dlatego, że to mnie nie interesuje. Deborah, nasz główny menedżer do spraw operacyjnych, uwielbia wpatrywać się w wykresy i różne rodzaje skrótów, które ja dopiero zaczynam jako tako pojmować.

Uzbrojony do błogosławieństwa – kontynuacja

Wykorzystywałam różne sytuacje z moich życiowych perypetii, by robić zdjęcia. Fotografowałam kierowców ciężarówek, barmanów, a także outsiderów znikąd. Zaczynałam powoli czuć mój aparat. W dwudzieste pierwsze urodziny zmieniłam wysłużony trzydziesto- pięciomilimetrowy Canon A1 na Hasseblada, aparat średnioforma- towy. Do dziś nie dostałam lepszego prezentu. To był podarunek od mojej matki, jej ostatnia próba, by mi pomóc w znalezieniu właściwej drogi. Postanowiłam, że będę się starać o przyjęcie do San Francisco Art Institute. Musiałam tylko uzupełnić portfolio.

PORTRET #SZEFOWEJ

W trakcie studiów dorabiałam sobie w sklepie w San Francisco, zrozumiałam wtedy, że mam dryg do ciuchów. Po zrobieniu dyplomu miałam różne plany, między innymi chciałam pisać błoga modowego, kiedy przeczytałam na Craigłist ogłoszenie, że poszukują asystentki w firmie o nazwie Nasty Cal. Nigdy nie słyszałam o takiej marce, a poza tym moja garderoba składała się wtedy głównie z promocji z Fiaight Street Coodwitl, ale spodobało mi się, że zajmuje się ubraniami vintage, poza tym przemawiało do mnie to, że jest nieznana, ale oryginalna. W tamtym czasie byłam niemal spłukana i nie miałam zupełnie pojęcia, co ze sobą zrobić, wydawało mi się, że stanowisko asystentki to zajęcie tymczasowe i zawsze będę mogła się zwolnić. Pięć lat minęło, a ja nadal tutaj pracuję. Nie postępowałam według z góry ustalonej ścieżki kariery, po prostu wybrałam to, w czym jestem dobra i co mnie interesuje.

Styl Nasty Gal – dalszy opis

Zawsze wsłuchujemy się w to, czego chce nasza klientka, ale nie aprobujemy wszystkich nurtów lansowanych w modzie. Jeśli sylwetką dnia jest model przypominający Stay Puft Marshmallow Man i moda mówi, że powinnaś nosić sukienkę w kształcie jajka maskującą talię, lecz eksponującą siedzenie, no cóż, wtedy możesz kupować gdzie indziej. Nasty Gal nie chce, żebyś wyglądała niczym piankowy potwór.

Leandra Medine – autorka książki Seeking Love, Finding Overalls

Kiedy byłam dzieckiem, poważnie marzyłam o tym, że zostanę baletnicą, ale szybko zdałam sobie sprawę, że kiepsko tańczę. W szkole średniej uznałam, że będę reporterką. Miałam nadzieję, że po skończeniu nauki dostanę posadę redaktorki w „New York Magazine”, a zamiast tego zaczęłam prowadzić błoga Man Repeller.

By spełniać marzenia trzeba mieć silną motywację

Moje zainteresowanie fotografią dało mi przewagę nad tymi sprzedawcami, którzy nie dbali o właściwe oświetlenie czy kompozycję zdjęć. Zajęcie wiecznie spóźniającej się pracownicy sklepu muzycznego dało mi kulturalne i muzyczne obycie, lepsze, niż gdybym po prostu poprzestała na słuchaniu przez całe życie kiepskiego popu w radiu. Nigdy nie spodziewałam się, że któryś z tych elementów złoży się na coś, co można nazwać „marką”, ale okazało się, że dzięki nim Nasty Cal jest zaskakująca, po prostu odjazdowa. Takie działanie po omacku, wypróbowywanie różnych rzeczy, żeby stwierdzić, że jedne lubię, a innych nienawidzę, stworzyło w rezultacie coś bardzo realnego, o dużym znaczeniu, coś, dzięki czemu w końcu mogłam zarobić na własne utrzymanie.

Szkoła: nie moja bajka

W szkole średniej bytem tym, kim byłem – postępowałem zgodnie z przyjętymi normami, na przykład słuchałem mamy i taty. Po skończeniu szkoły wyprowadziłem się z domu i zacząłem, jakby to powiedzieć, żyć swobodniej,

Styl Nasty Gal

Chociaż Nasty Gal jest już dorosła, jeśli idzie o trendy przechodziłyśmy różne fazy. Nie to, że próbowałyśmy wymyślić, kim jesteśmy, ale po prostu ewolucja jest nieodłącznie związana ze światem mody. I nie chcemy jedynie znaleźć się na czele stawki – chcemy ją wyprzedzać. Chcemy zdystansować konkurencję i wbić ją w piach.

Szkoła: nie moja bajka cz. II

Sanrio – japońskie przedsiębiorstwo oferujące duży wybór własnych lub licencjonowanych bohaterów, między innymi Hello Kitty, sprzedające różne produkty z nimi związane. do woli wybierać Hello Kitty czy Kerokerokeroppi, ponieważ miałam plecak pełen pozytywnych ocen.

PORTRET #SZEFOWEJ CZ. II

Obydwie uczyłyśmy się biznesu w miarę rozwoju firmy, na ogół metodą prób i błędów, jeśli jakiś styl cieszył się powodzeniem, zapamiętywałyśmy to i starałyśmy się powtórzyć ten sukces, jeśli było na odwrót, rezygnowałyśmy z tego zupełnie. To proste zasady, ałe właśnie ta prostota stanowi podstawę DNA Nasty Cal. Nasz udział w pierwszych targach, kiedy przedstawiałyśmy się jako Nasty Gal, był niesamowitym przeżyciem, ale i życiową lekcją wytrwałości. Zawsze wymawiałyśmy nazwę dwukrotnie, zanim ktoś zdążył poprosić o jej powtórzenie. Potem uśmiechałyśmy się zdawkowo lub opowiadałyśmy jakiś kiepski dowcip i Sophia pokazywała w telefonie, że naprawdę mamy swoją stronę, i to całkiem niezłą. Na tych pierwszych targach popełniłyśmy wiele błędów, nie wiedząc dokładnie, czego oczekują nasze klientki, i co będzie odpowiednie dla naszej marki. Za to nauczyłyśmy się więcej, niż gdybyśmy wtedy nie zaryzykowały – do dzisiejszego dnia wpajam tę lekcję naszym pracownikom. Nauczyłam się podejmować szybkie decyzje, które kształtują pozytywnie naszą przyszłość. Jednym z moich talentów, który bardzo się przydał, była zdolność do krytykowania ubrań. Na przykład mówienie: „Te spodnie są w kolorze szpitalnej ścierki do podłogi” albo „ta kiecka nadaje się tylko dla dziecka”. Umiejętność ta bardzo mi się przydaje i dzięki niej zyskuje też nasza klientka w przypadku niektórych dyskusyjnych wyborów. Oglądanie towarów to nadal moje ulubione zajęcie. Chcę zagwarantować naszej klientce jak najlepsze doświadczenie podczas zakupów i uważam, że Nasty Cal potrafi to robić lepiej niż jakakolwiek inna firma.

Nasty Gal Vintage

Pewnego dnia, kiedy myszkowałam w ciucheksie w San Francisco, pracująca tam dziewczyna wyznała mi, że kiedy wybiera się gdzieś w piątek wieczorem, zagląda na stronę Nasty Gal Vintage w poszukiwaniu inspiracji. Zdałam sobie wtedy sprawę, że chociaż nie miałam takiego zamiaru, stałam się dla klientek również kimś w rodzaju stylistki. Skoro dobierałam każdy element strojów wystawianych w sklepie, od fryzury po buty, podpowiadałam jednocześnie dziewczynom, jak się powinny ubierać. I chociaż nieczęsto opowiadam się za tym, by rozdawać coś za darmo, uświadomienie sobie tego stało się przełomem i czymś najważniejszym dla mojej firmy. Zawsze chciałam, żeby Nasty Gal Vintage stała się czymś więcej niż sklepem, a teraz miałam tego potwierdzenie: dzięki nam dziewczyny mogą poczuć się i wyglądać świetnie, zanim wyjdą z domu.