Monthly Archives Maj 2015

Ciuchy vintage

Jako nastolatka wolałam ciuchy używane od nowych, co strasznie wyprowadzało z równowagi moją matkę. Nieustannie ciągnęła mnie do dzielnicowego centrum handlowego, żeby kupić coś nowego, a ja brałam do ręki bluzkę za pięćdziesiąt dolców i informowałam ją, że „absolutnie nie jest warta takiej kasy”. Gdyby istniała wtedy Nasty Gal, pewnie znalazłabym mnóstwo ciuchów, na które mogłabym wydać jej pieniądze, ale centrum handlowe było okropnie nudne. Mieszczące się tam sklepy już na wystawach eksponowały „normalność”, która jakoś nie była w moim stylu, a myśl o tym, że mam zapłacić za to, by wyglądać jak inni, po prostu doprowadzała mnie do śmiechu. W końcu wypracowałyśmy kompromis. Chociaż matka uważała, że sklepy z używaną odzieżą „śmierdzą”, zgodziła się, że poczeka na zewnątrz, kiedy będę w nich kupować. Co nie znaczy, że zawsze aprobowała mój wybór. Dobrze pamiętam, jak kiedyś upokorzyła mnie przed koleżanką, żądając, żebym wróciła na górę i zmieniła bluzkę – nie dlatego że brązowa bluza z poliestru była zbyt skąpa, ale po prostu według niej po prostu brzydka.

Naucz się prosić

Ludzie często nie potrafią rozmawiać o pieniądzach. Uważają, że albo mają ich za mało, albo za dużo. Jak już wiesz, jestem pozbawiona wstydu, więc potrafię targować się zarówno o cenę swetra, jak i prowadzić negocjacje z inwestorami. Pewnego razu oglądałam mieszkanie w Portland, którego właściciel uparł się, że zatrzyma mój niepotwierdzony czek kredytowy, chociaż mu powiedziałam, że nie zamierzam korzystać z kredytu. Zadzwoniłam do niego pięć minut później, po wypełnieniu wniosku, żeby nie miał czasu na sprawdzenie kredytu. Zawzięłam się. Kiedy rozmawiałam z nim przez telefon, coś wpadło mi do głowy. Zniżyłam głos i warknęłam groźnie: „Pięćdziesiąt dolarów znaczy dla mnie więcej niż dla pana i choćby mi to zabrało mnóstwo czasu, chcę je z powrotem”. I wiesz co? Zwrócił mi te pieniądze.

Zrezygnuj ze wszystkich spraw i nawyków, które cię hamują

Opowiadam historię mojego życia, żeby przypomnieć ci, że do sukcesu wiedzie nie tylko prosta i wąska droga. Jak zobaczysz w dalszej części książki, nie dorastałam w atmosferze przychylności. Byłam wyrzutkiem, nigdzie nie mogłam zagrzać miejsca, kradłam, uczyłam się kiepsko, a w pracy strasznie się leniłam, W dzieciństwie ciągle wplątywałam się w jakieś kłopoty: a to podpaliłam sprej do włosów na zjeździe rodzinnym (przyznaję, to moja wina), a to walnęłam w brzuch najlepszą koleżankę za to, że upuściła na ziemię moją ciastolinę (miałam wtedy cztery lata), słowem, ciągle sprawiałam problemy. Jako nastolatka byłam niczym strach na wróble, a kiedy dorosłam, stałam się młodszą, półgrecką wersją Larry’ego Davida, nie potrafiłam ukryć niepokoju, niezadowolenia lub wątpliwości i często byłam szczera aż do bólu.

Sama skazujesz się na porażkę

Dawno temu zrezygnowałam z odkrywania, co tak całkowicie, bez reszty jest „mną”. Nie tylko starałam się wypróbowywać różne style życia, ale wręcz zmusiłam się do tego, wiedząc, że dzięki temu się rozwinę: rzadko też byłam zdziwiona, kiedy mogłam ruszać dalej, i nigdy się do niczego nie przywiązywałam, żeby nie utrudniało mi to rozwoju.

Nawiązanie do filozoficznego eksperymentu myślowego

Odpowiadałam też na każdy komentarz pozostawiony na mojej stronie. Wydawało mi się, że tego wymaga uprzejmość. Wiele firm wydaje miliony dolarów na działania marketingowe w mediach społecznościowych, a ja po prostu kierując się instynktem, traktowałam klientki, jakby były moimi najlepszymi kum- pelami. Chociaż nie kontrolował mnie kierownik przyznający premię, starałam się z całych sił. I co z tego, że drzewo upada w lesie, jeśli nikt tego nie słyszy? Drzewo nadal leży. Jeśli wierzysz, że to, co robisz, przyniesie świetny rezultat, na pewno tak będzie, nawet jeśli z początku nie wydaje się to takie oczywiste.

Norma Kamali, projektantka mody i producentka odzieży

W młodości byłam bardzo bystra i uważałam, że potrafię dokonać wszystkiego. Przekonana, że zostanę malarką, robiłam wszystko: od entuzjastycznego rysowania z natury w podziwie dla Michała Anioła do studiowania historii sztuki i malowania. Moja matka przekonała mnie, że malarstwo może nie jest najlepszym sposobem zarabiania pieniędzy na życie i płacenie rachunków.

Jenne Lombardo – założycielka The Terminal

Na pierwszym miejscu jest rodzina, na drugim firma. Kiedy dorastałam, zawsze marzyłam o własnym biurze – według mnie było to uosobienie sukcesu. Zawsze też pragnęłam czegoś, co będzie całkowicie moje. Czegoś, co byłoby rzeczywiste, na co mogłabym popatrzeć i powiedzieć z dumą: „ja to zrobiłam”.

Słońce świeci – kciuki do góry cz. III

Po raz drugi znalazłyśmy się na poboczu drogi, mając do dyspozycji jedynie noże, plecaki i latarkę. Była trzecia w nocy, a my stałyśmy na poboczu autostrady ciągnącej się wzdłuż góry w południowym Oregonie, trzydzieści kilometrów od najbliższego zjazdu. Joannę była bardzo opalona, niczym bezdomna lub wyspiarka z Maui. Nie wiem w zasadzie, gdzie się tak opaliła, ale to nieważne. Uznałam, że najbezpieczniej będzie, jeśli rozłożymy śpiwory w pobliskim lesie i poczekamy do świtu, ale ta idiotka zaprotestowała, twierdząc, że „obawia się zwierząt”. Najwyraźniej nie bała się masować karku olbrzymiemu świrowi, ale bała się, że pobodzie ją mały jelonek. Przy jedynym źródle światła, jakim były nasze latarki, zamachałyśmy na kolejną wielką ciężarówkę, która zatrzymała się ze sto metrów od nas, bo przecież te cholerstwa są straszliwie ciężkie. Biegłyśmy w ciemnościach, zastanawiając się, jaka niespodzianka będzie się kryła za bramką numer trzy.

Pieniądze muszą pracować – ciąg dalszy

W zeszłym roku uznałam, że nadszedł czas, aby się nieco unowocześnić. W Los Angeles można sobie pozwolić na dużą dozę ekstrawagancji, co bardzo lubię. Miasto jest samochodocen- tryczne: albo co chwilę utyka się w gigantycznych korkach, albo jedzie się śpiewająco. Jazda po Bulwarze Zachodzącego Słońca do wtóru puszczonych na cały regulator The Cramps, gdy widzi się palmy rysujące się na tle neonów klubów ze striptizem, działa kojąco na moje najgorsze nastroje. Kiedy więc wybrałam się, żeby kupić porsche, byłam przygotowana na duży wydatek. Oczywiście, nie byłabym sobą, gdybym nie chciała coś utargować.

Wyznaczaj granice

Szef nie jest twoim przyjacielem, a jeśli to ty zajmujesz kierownicze stanowisko, pracownicy nie są twoimi kumplami. Dostałam niezłą nauczkę, kiedy w pewien wieczór wybrałam się na kolację z moją podwładną. Właśnie niedawno kupiłam sobie porsche i paplałam o tym, że to takie trochę na pokaz i zupełnie nie w moim stylu. Zamiast jednak słuchać mnie niczym przyjaciółka, ona potraktowała mój brak pewności siebie jako okazję, by mi przygadać, i powiedziała: „Wiesz co, uważaj lepiej, bo ludzie zaczynają już sarkać – »No tak, teraz muszę harować, żeby ona spłaciła swoje porsche«”. Chociaż absolutnie nie wierzę, żeby ktokolwiek oprócz osoby, z którą wtedy byłam, miał jakiś problem z tym, że kupiłam nowy samochód, poryczałam się nad różowym winem. Wyniosłam z tego nauczkę, że mogę się zakumplować ze swoim inwestorem, ale z moimi bezpośrednimi podwładnymi nie powinnam. Jeśli potrzebny ci ktoś, kto wysłucha twojej samokrytyki, znajdź sobie prawdziwą przyjaciółkę lub terapeutę, ale nie może to być nikt z pracowników, którym szefujesz na co dzień.

Bycie antymodowym

Francuski filozof Jean Paul Sartre stwierdził przejmująco: „Piekło to inni”. Chociaż nie zgadzam się już z tą opinią, rozumiem faceta. Kiedy miałam jakieś cztery, pięć lat, rodzice urządzili mi przyjęcie urodzinowe. Był tort, prezenty i piniata. W odpowiednim momencie stanęłam w kolejce, dałam sobie zawiązać oczy i się okręcić, i zaczęłam walić biednego osiołka z pa- pier-máché kijem od szczotki, jak inne dzieciaki. Z uderzania kijem miałam wielką frajdę, natomiast nie znałam piniaty, toteż nie wiedziałam, jaki jest ostateczny cel tej zabawy. Dlatego zaskoczyło mnie zupełnie, kiedy kolejnemu dzieciakowi udało się oderwać osiołkowi głowę i na ziemię posypały się cukierki. Na widok wysypujących się słodyczy, Tootsie Rolls i Starburstów, dzieciaki zaczęły wrzeszczeć i rzuciły się je zbierać, podczas gdy ja zamarłam w bezruchu. Nie miałam najmniejszego pojęcia, że w środku piniaty znajduje się taki cukierkowy skarb, więc zamiast rzucić się do walki o swoje prawa, odwróciłam się na pięcie, podbiegłam do najbliższego stołu i szybko się pod nim schowałam. Siedziałam tam tak długo, aż z przyjęcia wyszedł ostatni napchany słodyczami pięcioletni gość i dopiero wtedy odważyłam się opuścić bezpieczną kryjówkę.

Grając według zasad, a przynajmniej niektórych z nich cz. II

W końcu miałam już dość wysłuchiwania przyjaciół, którzy marudzili o swojej biedzie, a jednocześnie nie chcieli podjąć żadnej pracy. Kompromisy to również część życia. Wszyscy w jakimś momencie stykamy się, pośrednio lub bezpośrednio, z czymś, z czym się nie zgadzamy. Istnieją jednak sposoby, by tego uniknąć, zazwyczaj jednak wymagają one spożycia mięsa ze zwierzęcia zabitego przez samochód i robienia tamponów ze skarpetek.

Zachęty

Dobrzy ludzie. To jest ten najważniejszy czynnik, który pozwala odróżnić jedno nowe przedsięwzięcie, lub osobę, od drugiego. Inwestorzy i pracodawcy poszukują ludzi, którzy są zakręceni na punkcie tego, co robią, i na tyle uczciwi, by dotrzymać obietnic. Chcą również wiedzieć, czy dysponujesz energicznym, obrotnym twórczym zespołem o różnorodnym doświadczeniu. 1 naprawdę „dobrzy ludzie” powinni pojawiać się w różnych dziedzinach życia. Otaczaj się osobami zaangażowanymi, uczciwymi i na tyle pewnymi swoich dążeń, że będą wspierać twoje. Nie ma czasu dla nieudaczników.